czwartek, 28 czerwca 2012

Grażka, Grażka weź przestań, bo do nieba nie pójdziesz.

a wszystko przez to, że w pierwszej wersji, miałam mieć na imię Grażyna. really.

wszystko przez te kręgi, przez tą wódkę, której tak bardzo nie chciałam, ale jako przyjaciółka, należało powinność zapijania smutków alkoholem spełnić. i tak właśnie, absolutnie bez swojej woli, po raz kolejny, po ponad pół roku (aż tyle!) stanęłam znów przed faktem wchodzenia do akademika oknem o drugiej w nocy/nad ranem.
Rób ze mną co chcesz.
and suddenly I felt nothing.
nie musiałam robić absolutnie nic. nie czułam najmniejszej potrzeby zrobienia czegokolwiek, ot tak. Tzn.fajnie, że się całujemy, lubię się z Tobą całować, ale nie to, żebym chciała inicjować coś więcej i nie to, żeby nie mógł to być każdy inny chłopak w akademiku.
chociaż to o tyle dziwne, że nadal pamiętam wszystkie wrażliwe/ważne punkty na jego ciele. I nic to, że zasypiałam sunąc palcem po mapie wspomnień, punkt po punkcie. To momentalny sentyment, chwilowy przebłysk szaleństwa, z rodzaju tych zdarzających się przed snem (a co dopiero przed snem w takich okolicznościach!, huh!), odblask wspomnień i to, że po roku pachnie dokładnie tak samo (all the time! is it possible at all?!) i że to jebana perfekcja.

We'll stay quiet
Underneath shooting stars
If it helps you sleep
And hold me tight
Don't let me breathe
Feeling like
You won't believe

 
Nawet to, że bardzo długo nie mogłam zasnąć, pochłonięta tą swoistą wycieczką i próbą znalezienia sobie miejsca, dopasowania się w jakikolwiek sposób. I to, że pomimo 3-godzinnego snu, byłam wyspana jak po 10 godzinach snu w normalnych warunkach. To miejsce naprawdę ma w sobie magię.
I jeśli znowu nie popłynę za grubo, za bardzo, za mocno, to wszystko w końcu będzie okej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz